TAIKAI Hasselt październik 2003

” Jak co roku polska ekipa wybrała się na TAI KAI HASSELT. Początki standardowe: zbieranie ludzi i funduszy na podróż. Po kilku naradach skład ustalony. „High level”: Sylwia i Przemek, Tomasz (brat Jacka), Grzegorz (mściciel w śpiworze) no i Wojtek (wasz Miszczu). Nie można też zapomnieć o „wojujących matizem”: Gosia (kierowca), Inez (pilot), Asia (to coś) oraz Wojtek (known as Buzol). Wyjechaliśmy wcześnie rano w piątek. Pogoda dopisała, choć w jednym miejscu poprószył lekki śnieżek. Ale co tam, jedziemy dalej. Po około 9h dotarliśmy. Na miejscu zastajemy „wojujących matizem”. Krótkie powitanie, zajęcie strategicznych pozycji do spania na macie i rozłożenie śpiworów. Trzeba w końcu odespać podróż. Co poniektórzy poszli obżerać się kebabem. Po szybkich oględzinach stwierdzamy, że nie jesteśmy jedyną polską ekipą w Belgii. Przyjechali również warszawiacy (bez urazy) i skład ze szczecińskiego dojo „Do”. Pierwsza noc jak i kolejne wyglądały mniej nie więcej tak: 2 rano „Pstryk”; „Kto zapalił światło !!!”; „HeloŁ,HeloŁ”; „No nie…! Znowu będziemy się integrować !!!”. Chwała tym, którzy wytrzymali. Dotrwaliśmy do soboty. Nareszcie trening. Zapłacone i jazda. Podział na stopnie okazał się równie skuteczny, jak rok temu. Soke LaMonica, Soke Garcia, Soke Irie oraz reszta shihanów przystąpiła do dzieła. Repertuar technik był dosyć spory. Jak zwykle nie zawiedli Sensei Irie oraz Sensei Ivo Belmans, którzy to zaprezentowali kilka nowinek technicznych (ehhh, ta prostota) Natomiast Sensei LaMonica oraz Sensei Garcia pozostali przy swoim. Sensei Garcia standardowo: Hakko Zeme Dori oraz Tekagami w wersji „bam and out of balance”. Sensei LaMonica wierny shihonage, pokazał wiele zastosowań. Nie oznacza to, że nie można było czegoś się nauczyć (jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach J). Niedziela i kolejne 4 godziny z Hakko Denshin Ryu. Po pierwszych dwóch godzinach stwierdziłem, że czas rozejrzeć się po sąsiednich sektorach gdzie ćwiczyli ci, którym dane było mieć powyżej 1 dan. U nas, czyli tych, od 6-1 kyu powtórka z rozrywki tylko w Suwari Waza. Ku mojemu zdziwieniu wyżsi stopniem nieźle wojowali. Obrona przed trzema napastnikami to jest to !!! (wrrrrrr, a nam pozostaje ulica hehe). Jednym słowem bawiliśmy się dobrze i przyjechaliśmy bogatsi o kolejne szczególiki, które nie ukrywając mają największe znaczenie. Za rok znowu !!! „