Seminarium YAMAUE AIKI JUTSU
Łódź 20-21/XI/2004

„…Kolejny staż (Łódź) i kolejny wyjazd, tym razem w dwu osobowym składzie ( Buzol i Ja ) – Zatankowaliśmy do pełna i z lekkim opóźnieniem wyjechaliśmy ze Szczecina około godz. 18:30.
I od tego momentu można powiedzieć:…zaczęła się nasza przygoda…hehe… Wbrew opinii meteorologów mieliśmy piękną pogodę (droga suchutka…zero śniegu…jakieś czary czy co?). Lekkie problemy pojawiły się na trasie Konin – Łódź gdzie musieliśmy zwolnić, ponieważ jezdnia była troszkę oblodzona. Szczęśliwie dojechaliśmy do miasta TUREK, gdzie spotkaliśmy się z niesamowitą życzliwością tutejszej ludności. Zostaliśmy przywitani: „…Dobry wieczór panie kierowco…” Następnie zaproponowano nam krótką pogawędkę w troszkę większym pojeździe: „…Proszę włączyć awaryjne światełka… i z dokumentami zapraszam do samochodu…” Po czym wskazano nam prawidłowy kierunek na Łódź…hihi. Dalej nie będę opisywał (wiadomo, o co chodzi…). Szczęśliwie dotarliśmy do Łodzi. W Łodzi zostaliśmy ugoszczeni przez Mariolkę i jej rodziców w ciepłym domku… Brak słów, po prostu byliśmy w raju, ciepła herbatka, śniadanko, obiadek i jeszcze wiele innych udogodnień. (DZIĘKUJEMY!!!) Życzę każdemu żeby na swojej drodze spotkał Tak Niesamowitych Ludzi. Sobota – pierwszy trening. Wyspani z dużymi zapasami energii udaliśmy się do dojo. I zaczęło się. Prof. Yamaue mile nas zaskoczył swoim entuzjazmem jak i repertuarem technik. Niesamowicie szybkie uderzenia i kopnięcia wykonywane przez profesora wprawiły nas w osłupienie. Niedziela – z lekkim opóźnieniem dotarliśmy na trening. Prof. Yamaue pokazał kilka technik uwalniania się z różnego rodzaju chwytów, a na koniec stażu jak leczyć różne schorzenia przy pomocy Shiatsu. Jednym słowem, mimo wcześniejszych obaw, co do przebiegu całego stażu wyjechaliśmy z Łodzi (podekscytowani i dumni), że mogliśmy ćwiczyć pod okiem takiego specjalisty! W niedziele około godz. 18 wyruszyliśmy w drogę powrotną do Szczecina. Nie będę opisywał, co się wydarzyło, ale powiem krótko: w TURKU uważajcie na „STOP’y” a w POZNANIU na „czerwone światła” (reszty możecie się domyślić..) Około godziny 1 nad ranem dotarliśmy do Szczecina. Z miejsca chciałbym podziękować Buzolkowi za to, że pilnował mnie żebym nie „prześwirował” na trasie, (tenks). Chociaż przymykał oko na niektóre rzeczy hihi.
BYŁO SUPER!!! Mam nadzieje, że będzie więcej takich staży! Do zobaczenia na macie (wasz kochany kierowca czarodziej).